Żyćko - #1

Żyćko - #1

Krążę ostatnio myślami wokół różnych tematów — takich życiowych.

Zaczęło się trochę od Becky Chambers. Może nie przez te otwierające jej nowele zdania, choć muszę przyznać, że stałem się ich fanem. W „Psalmie…” możemy przeczytać: „Czasem człowiek dochodzi w życiu do takiego punktu, kiedy po prostu trzeba spierdolić z miasta”. Znajome? Trochę nasze: „A może jednak rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady”, co nie? Wiele osób miało takie myśli w czasie różnych kryzysów, burz czy niedogodności.

Ale u Chambers nie jest tak łatwo. W „Modlitwie…” rozpoczyna ona pierwszy rozdział taką refleksją: „Problem z wpierdalaniem do lasu polega na tym, że jeśli nie jesteś bardzo szczególnym lub bardzo rzadkim typem człowieka, wkrótce zaczynasz rozumieć, dlaczego ludzie opuścili te tereny”. I jak tu nie pokochać tych zdań? Są w punkt.

Na nowele Chambers trafiłem dzięki polecajce od @halo_tu_portugalia To jednak nie te dwa cytaty naprowadziły mnie na rozkminy życiowe, a końcówka „Psalmu”. Rozmowa między dwójką bohaterów — nie będę jej tutaj przytaczać, nie chcę spoilerować — ale mnie zatrzymała i dała do myślenia.

I gdzieś po drodze tych rozważań przypomniało mi się Perfect Days. Film przepełniony nostalgią za analogowymi czasami — za muzyką z kaset magnetofonowych, robieniem zdjęć aparatem point-and-shoot, światem bez social mediów i smartfonów. I za życiem bez celu. Czy to były czasy, gdy czuliśmy się szczęśliwsi? Nie wiem. Być może. Ile można gonić tego przysłowiowego króliczka? A może tak naprawdę nie ma za czym gonić, bo jedyne na co możemy liczyć to brak cierpienia?

I to jest właśnie miejsce, gdzie dzieła Chambers i Wima Wendersa spotykają się w mojej głowie. W pewnym stopniu uzupełniają się nawzajem, ale też ze sobą dyskutują.

Myślę trochę o tym że jestem już zmęczony nadzieją. Na lepsze jutro, na poprawę sytuacji, na jakieś dobre perspektywy. Jestem już zmęczony tym ciągłym dążeniem do bycia lepszą wersją samego siebie. Pora zacząć być tu i teraz.